Wilhelm Wassmuss: niemiecki Lawrence

November 5th, 2008

Biografie T. E. Lawrence’a i Wil­helma Wassmussa, który pod­czas I wojny światowej był nie­mieckim oficerem łącznikowym w Persji, są zadziwiająco zbieżne. Chociaż w I wojnie światowej Per­sja (dzisiejszy Iran) pozostawała oficjalnie neutralna, była jednak podzielona na dwie strefy wpły­wów, rosyjską i brytyjską. Rosjanie okupowali miasta na północy, Bry­tyjczycy utrzymywali pozycje w miastach od wybrzeża aż po strefę buforową.

Wilhelm Wassmuss, były konsul Niemiec w portowym mieście Bu-shire, znalazł się w tym kraju, miejscu potencjalnego konfliktu, w styczniu 1915 r. Znając język i zwyczaje plemion zamieszkują­cych Persję, używał swoich umie­jętności do wzniecania wśród tu­bylców nienawiści do Brytyjczy­ków. Ewentualny wybuch powsta­nia zmusiłby ich do zaangażowania sił z innych frontów i, być może, ułatwił niemiecko-turecki marsz w kierunku Indii. Wysiłki Wassmussa i innych agentów spra­wiły, że wkrótce wpływy Niemiec zaczęły w tym rejonie dominować. Rosjanie zatrzymali jednak dwie inwazje niemieckie na Persję w po­czątkach 1916 r., a w marcu Bry­tyjczycy wysłali na południe Persji Sir Percy Sykesa z zadaniem usta­nowienia tam porządku lokalnymi siłami.

Z powodu braku pieniędzy Was­smuss zakończył swoją misję jesie­nią 1917 r. Turcy wycofali się z Persji już wcześniej, kres rosyj­skiej interwencji położyła rewolu­cja bolszewicka, a Persja pogrążyła się w chaosie. Pod koniec wojny w 1918 r. pełną kontrolę nad pań­stwem sprawowała Wielka Bryta­nia. W następnym roku podpisano traktat, który zapewniał Brytyj­czykom panowanie w Persji.

Ucieczka od sławy

November 5th, 2008

Powojenna kariera Lawrence’a jest nie mniej zagadkowa, niż jego legendarne wyczyny w cza­sie powstania arabskiego. W sierpniu 1922 r. by­ły pułkownik wstąpił do brytyjskich sił po­wietrznych pod przybranym nazwiskiem John Ross. Bez szemrania znosił tyranię szkolących go oficerów. Został jednak zwolniony, gdy prasa doniosła o jego poniżeniach w szeregach armii.

Lawrence nie mógł znaleźć żadnej pracy, po­nieważ, jak sam żartował, „nikt nie chciał dać mu zajęcia wystarczająco podłego, aby mógł je przyjąć”. Większość czasu spędzał więc jeżdżąc motocyklem po okolicy. Dzięki staraniom przy­jaciół w marcu 1923 r. został ponownie przyjęty do wojska, tym razem jako szeregowiec w od­działach pancernych, znowu pod przybranym nazwiskiem, jako T. E. Shaw. Dwa lata później udało mu się uzyskać przeniesienie do RAF-u, gdzie służył jako lotnik przez ostatnie 10 lat swojego życia.

Jadąc wąską, krętą drogą na południu Anglii, Lawrence stracił panowanie nad motocyklem, a siła uderzenia wyrzuciła go przed maszynę. Był 13 maja 1935 r. Po sześciu dniach zmarł z powodu ran głowy. Tuż przed wypadkiem wy­minęła go czarna limuzyna, jednocześnie poja­wili się dwaj chłopcy na rowerach. Lawrence gwałtownie skręcił, aby ich ominąć.

Koniec walki, początek legendy

November 5th, 2008

Wynik konferencji pokojowej był dla Lawren­ce^ porażką. Mimo to nie zaprzestał on starań i walczył o poparcie opinii publicznej, zasypując redakcje gazet artykułami i listami. W później­szym okresie został doradcą Winstona Churchil­la do spraw arabskich. Nie osiągnął nic.

Faisal zasiadł na tronie syryjskim w marcu 1920 r., ale już w lipcu został zdetronizowany przez Francuzów. Brytyjczycy nie zareagowali, lecz w 1921 r. osadzili go na tronie Iraku, który pozostawał pod dominacją brytyjską przez na­stępne dziesięć lat. W 1924 r. Hussein zmuszony był zrezygnować z panowania nad Hidżazem na rzecz przywódcy innego plemienia, Ibn Sauda.

Lawrence, któremu obrzydła polityka, wycofał się do Oxfordu, by tam pisać pamiętniki. Po co było mu to wszystko? W epilogu Siedmiu filarów mądrości wylicza cztery powody: pierwszym, „nieobecnym w książce, ale stale obecnym w my­ślach autora, na jawie i we śnie, w każdej godzi­nie przez te wszystkie lata”, była miłość do arab­skiego chłopca o imieniu Dahoum, z którym Law­rence zaprzyjaźnił się w Karkemiszu w 1913 r. „Wolność dla narodu tego chłopca - napisał w in­nym miejscu - byłaby godnym prezentem.” Na kilka tygodni przed zdobyciem Damaszku Law­rence dowiedział się, że chłopiec zmarł na tyfus. „I tak mój dar przepadł” - stwierdził ze smut­kiem. Drugim powodem był patriotyzm - pra­gnął pomóc swemu krajowi podczas wojny; trzecim - ciekawość intelektualisty, który pra­gnął wierzyć, że jest „inspiracją ruchu narodo­wowyzwoleńczego”, a czwartym ambicja, „aby poznać za życia nową Azję, którą narzuca nam nieubłagany czas”.

Czy Lawrence był bohaterem? A może walczył o swoją karierę? Czy rzeczywiście był tak oddany sprawie arabskiej, czy tylko wykorzystał łatwo­wierność plemion arabskich do ekspansji brytyj­skiego imperializmu? A może po prostu nie była to historia o poświęceniu się ludziom i ich spra­wie, lecz o obsesyjnej pogoni za nie spełnioną mi­łością?

Polityka wielkich mocarstw

November 5th, 2008

W maju 1916 r. Anglia i Francja podpisały tajny protokół, nazwany od nazwisk sygnatariuszy po­rozumieniem Sykesa-Picota. Ustalono w nim po­wojenny podział dotychczas należących do Turcji terenów Bliskiego Wschodu na dwie strefy wpły­wów. Każde państwo tego rejonu miało podlegać kontroli Francji lub Wielkiej Brytanii.

Gorzką prawdę o ograniczeniu niepodległości Faisal poznał już dwa dni po tryumfalnym wkro­czeniu do Damaszku. Lawrence przysięgał, że nic nie wiedział o tajnym porozumieniu i zażądał zwolnienia ze służby oraz zezwolenia na powrót do Anglii. „Nie byłem na tyle głupi - pisał póź­niej w Siedmiu filarach mądrości - żeby nie ro­zumieć, że obietnice składane Arabom były bez­wartościowym świstkiem papieru. Zamiast być dumnym z naszych wspólnych osiągnięć, odczu­wałem gorycz i wstyd.” Żałował, że narażał życie swoich ludzi. Z przerażeniem skonstatował, że batalie należało toczyć raczej w gabinetach, a nie w piaskach pustyni.

Po powrocie do Anglii Lawrence stanął 29 paź­dziernika przed komisją wojenną rządu brytyj­skiego. Prosił o anulowanie porozumienia Syke­sa-Picota, aby w ten sposób powstrzymać eks­pansję francuską na Bliskim Wschodzie. Zapro-

ponował podział Mezopotamii i Syrii na trzy kró­lestwa, którymi władaliby trzej synowie Hussei-na, a Faisal przewodziłby im z Damaszku. W oczekiwaniu na decyzję, Lawrence depeszo­wał do Husseina i radził mu wysłanie Faisala ja­ko swego przedstawiciela na konferencję pokojo­wą, która miała odbyć się w Paryżu na początku 1919 r. Jednak Francuzi nie zgodzili się na jego udział w konferencji.

W grudniu i styczniu Faisal przebywał w An­glii, gdzie Lawrence poznał go z przywódcą ru­chu syjonistów Chaimem Weizmannem, które­mu Brytyjczycy obiecali stworzenie po wojnie państwa żydowskiego w Palestynie. Widząc w narodach arabskim i żydowskim „nierozdziel-ną całość”, Lawrence miał nadzieję na połącze­nie ich wysiłków dla dobra i rozwoju Bliskiego Wschodu. W zamian za swobodny powrót do Pa­lestyny Żydzi obiecali Faisalowi pożyczkę na za­łożenie królestwa w Syrii.

W obliczu zmagań z Niemcami na froncie za­chodnim, wojna na Bliskim Wschodzie była spra­wą drugorzędną, a kampanię Lawrence’a w spra­wie Arabów nazwano nawet „epizodem w epizo­dzie”. Pomimo to Lawrence, ten chłopięco wy­glądający pułkownik, został okrzyknięty „naj­większym zwycięzcą” rozpoczętej 18 stycznia 1919 r. konferencji pokojowej. Faisalowi odmó­wiono miejsca przy stole obrad, zaś Lawrence ro­bił wszystko, aby jego arabski towarzysz broni pozostał lojalnym sojusznikiem Wielkiej Bryta­nii. Głównym przeciwnikiem Lawrence’a byli te­raz Francuzi. Wizje pułkownika, który oczekiwał, że Arabo­wie staną się „pierwszym brązowym dominium, nie zaś ostatnią brązową kolonią” brytyjską, po­dzielali nieliczni - tak Brytyjczycy, jak i Arabo­wie. Nowym powodem brytyjskiego zaintereso­wania Bliskim Wschodem była ropa. Wykluczo­ne też było, aby rząd odwrócił się od wojennego sojusznika - Francji. Porozumienie Sykesa-Pico-ta odsuwało prawdziwą niepodległość Arabów w nieokreśloną przyszłość, toteż Faisal uznał je bez przekonania.

„Orens”: wszystko na jedną kartę

November 5th, 2008

Lawrence przywdział arabską galabiję i posiadł trudną sztukę wielogodzinnego podróżowania na grzbiecie wielbłąda - wszystko, aby zdobyć zaufanie Arabów. „Jeśli się ubierasz po arabsku, idź już na całość - pisał. - Pozostaw angielskich przyjaciół i angielskie zwyczaje na wybrzeżu i całkowicie poddaj się zwyczajom arabskim.” Arabski styl zjednał mu nieufnych zwykle tubyl­ców, którzy każde jego przybycie do obozów witali okrzykami „Orens, Orens!” - starając się wymówić obco brzmiące w ich języku imię.

Faisal rozpoczął ofensywę, która miała zakoń­czyć się w Damaszku. Przy pomocy Lawren-ce’a opracował strategię odpowiednią do warun­ków terenowych i umiejętności swoich ludzi. Po­suwając się w górę Półwyspu Arabskiego, rebe­lianci toczyli skuteczną wojnę partyzancką, dzię­ki której w szeregach wroga zapanowało przera­żenie, a z plemion napotykanych po drodze na­pływali wciąż nowi wojownicy. Partyzanci omi­nęli umocnienia tureckie i zaatakowali linię ko­lejową - wysadzali mosty i tory kolejowe, wyko­lejali pociągi i unieruchamiali lokomotywy. „Wspaniałe przedstawienie - zanotował Law-rence. - Nie można sobie wyobrazić lepszej zaba­wy dla nas, a dla Turków większego utrapienia i powodu do furii.”

W styczniu 1917 r. partyzanci zdobyli leżący nad Morzem Czerwonym port Wejh (Al-Wąjh), a w lipcu, po kapitulacji Akaby, kampania w Hi-dżaz zakończyła się ich zwycięstwem. Dowódca Brytyjczyków w Kairze zdał sobie sprawę, że re­belianci arabscy wiązali większe siły tureckie niż sama armia brytyjska i, jak skomentował Law-rence, „wtedy przypomniał sobie, że zawsze przecież popierał powstanie”. Oddziały Faisala stały się odtąd prawym skrzydłem armii sojusz-

niczych nacierających pod dowództwem genera­ła Allenby’ego na północ przez obszar Palestyny.

W 1917 r. Lawrence dwukrotnie zapuszczał się na tyły wroga, aby poderwać do walki Arabów w Syrii. W listopadzie został na krótko zatrzy­many przez Turków w wiosce Deraa, ale praw­dopodobnie nie rozpoznali go. Wydarzenia, które miały tam miejsce, są nadal niejasne.

Według wydanych po wojnie pamiętników Lawrence’a Siedem filarów mądrości, poddano go wtedy straszliwym torturom i gwałtom. Pe­wien oficer brytyjski pamięta, że po powrocie z Deraa Lawrence był w bardzo złym stanie. Uznał wtedy, iż jego koledze przytrafiło się coś „koszmarnego”. Trzy tygodnie później Lawren­ce doszedł jednak do siebie na tyle, by móc towa­rzyszyć Allenby’emu w jego wjeździe do Jerozo­limy, 9 grudnia 1917 r.

W 1918 r. alianci w dalszym ciągu posuwali się na północ, a Lawrence i Arabowie pozostawali wciąż na ich prawym skrzydle. Przygotowując uderzenie na Damaszek, Allenby miał już pod swoim dowództwem 250 tys. ludzi. Mimo że woj­ska tureckie dorównywały siłom sprzymierzo­nych liczebnością, 3 tys. Arabów Lawrence’a za­trzymało na wschód od Jordanu 50 tys. żołnierzy wroga. Następne 150 tys. Turków na próżno sta­rało się opanować powstania arabskie wzniecane w coraz to innym miejscu na obszarze całej Me­zopotamii.

Allenby zyskał w ten sposób pięciokrotną przewagę liczebną i pewnie dążył do zwycięstwa, które odniósł 1 października.